Urodzinowe wspomnienia fenologiczne :)

Jest taka data, dzięki której zbieram regularne obserwacje przyrodnicze z tego jednego dnia w kolejnych latach.
23. marca jest wdzięcznym czasem. W zależności od roku i surowości mijającej zimy może przywitać mnie zimowy śnieg, paskudna, niezdecydowana chlapa lub wiosenne słońce. Przedwiośnie może dopiero poszarzać leżący śnieg i pylić leszczyną lub przechodzić już w początek pierwiośnia i cieszyć kolorami pierwiosnków, a ptaki, szalejące w słońcu, ogłuszać rwetesem.

Z czasem zbudowałam sobie taki prywatny, wybiórczy kalendarz fenologiczny, zwykle dotyczący obszarów położonych nieco powyżej poziomu morza. Niektóre obserwacje nie zawierają nic, prócz śniegu. I tak bywało :)

Postanowiłam spisać ten przechowywany w myślach kalendarz, bo w tym roku zupełnie nie mam pojęcia, gdzie znajdę się 23. marca i co tam zobaczę. Mogę domyślać się, że dopiszę kolejną pozycję w kategorii: ‚śnieg’, ale wybieganie poza tą ogólność byłoby zuchwalstwem :)

Kalendarz urodzinowych spostrzeżeń.

2004 Szczecin: złoci się słońce, zima jest tylko wspomnieniem, w Puszczy Wkrzańskiej, na podłożu z bukowych liści, kwitnie radośnie złoć żółta. Ptaki robią co mogą, aby udowodnić, że już wiosna.

2006 Północ Szwecji. Jaka piękna zima (której końca nie widać)!!

2007 Bieszczady: na połoninach wiatr każe pełzać i błogosławić ciężki plecak, dzięki któremu jeszcze nas nie zdmuchnęło. W części graniowej gdzieniegdzie płaty śniegu, w miejscach, gdzie nawiewany śnieg został zakumulowany, całkiem spore zaspy. Łany przebiśniegów okupują południowo-wschodnie zbocza, miejscami wplątane już tylko w zeszłoroczne trawy, miejscami walcząc jeszcze ze zmrożonym śniegiem. W dolinach kwiatowe szaleństwo, nad strumieniami pierwiosnki i knieć, leniwie opalamy się na zboczu podglądając podbiały.

2008 Beskid Sądecki (Przehyba, Cyrla)
Zaczęło się optymistycznie krakowską szarością nieba i mżawką. Tak samo szare były mijane trawiasto-błotne pola. Tak ucieszyliśmy się z łaty śniegu, że zrobiliśmy na niej zdjęcie… nie mieliśmy przeczucia, że za kilka godzin zaczniemy ten śnieg przeklinać. Na grani niespodziewanie ugrzęzliśmy po kostki. Kolejny dzień górski: na grani sporo śniegu, na zboczu bawiliśmy się w jeże (tarzaliśmy w suchych liściach), na dolinnej drodze krzyżowej zalegliśmy w promieniach wiosennego słońca, żeby wieczorem ześlizgiwać w metrowym błocie zbocza. Noc przyniosła niespodziankę w postaci zaspy śniegu, która wpadła przez niedomknięte okno i poranka, który był biały śniegiem padającym całą noc i mgłą, robiącą atmosferę. Po wczorajszym słońcu ani śladu. Przecieraliśmy szlak w śniegu po kolana i przeklinaliśmy przedwczorajszy zachwyt nad śnieżną łatą.

2009 Hala Krupowa I – śnieg, śnieg, śnieg. Całozimowa warstwa firnu i świeżutki opad, tak świeżutki, że nie przestawał padać. I jeszcze trochę śniegu, niezależnie od wysokości n.p.m. Zielone były tylko świerki nad naszymi głowami (tam, gdzie spadł z nich śnieg).

2010 Hala Krupowa II – śnieg, słońce, śnieg. Ciepło… Duży kontrast z zeszłym rokiem. Można powygrzewać się na plecakach. Pierwszy cytrynek! Błyszczy w słońcu, biedna ofiara tysiąca zdjęć. Niżej łaty śniegu przeplatają się ze znudzoną ukryciem trawą. A później i wyżej już tylko biel śniegu, takiego, po którym można się wygodnie turlać.

2011 Babia Góra
Las, pokryty szarym, zleżałym śniegiem nie urzekał. Kiedy wyszło słońce, na Małej Babiej wylegiwaliśmy się na zeszłorocznej trawie, na szczycie właściwym przekopywaliśmy przez zmrożone zaspy i bawiliśmy metrową szadzią. W dolinie  nad strumieniem słońce wytapiało lepiężniki ze śniegu, a we wsi cieszyły krokusy i przebiśniegi.

2011 (2 dni później) Niemcowa (Beskid Sądecki): wyjeżdżamy w błocie, zanim dojdziemy, zaczyna padać mokry śnieg. Ekipa wieczorna dociera już w śniegu po kolana. W szarości udało się wypatrzyć przebiśniegi. Choć następny poranek wita nas bielą po horyzont, słońce sprawia, że po 11 już wszystko spływa. Po północnej stronie przecieramy szlak w świeżym śniegu, po południu i na południowym zboczu piknikujemy na trawach w towarzystwie przebiśniegów i stada saren.

2012 Adamy (Beskid Mały) Z doliny wyszliśmy w słońcu, polami zółtymi zeszłorocznymi trawami, po rozmiękłej ziemi, jednak przejście przez Jałowiec nas pokonało. W lesie śnieg po pas, warstwa zmrożonego firnu pokryta świeżym opadem. Temperatura wiosenna – przez ten zimowy krajobraz przedzieraliśmy się w krótkich rękawkach… Poniżej granicy lasu – przebiśniegi i krokusy, pod chatką – pierwiosnki i mruczący kot, w rowach nieśmiałe lepiężniki.
Trzy dni wcześniej na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej (Zegarowe Skały) szalały fioletowe łany przylaszczek, a na kwitnącym wawrzynku przysiadał cytrynowy cytrynek.

2013 ?

This entry was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>